202508.11
Off
1

Pomniki i granice wolności

Pomniki rzadko bywają neutralne. Przeciwnie – często stają się miejscem, gdzie ścierają się pamięć, polityka i emocje. Przekonałem się o tym jako obrońca w sprawie mężczyzny oskarżonego o znieważenie pomników Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” oraz Józefa Franczaka „Lalka” w krakowskim Parku Jordana. Pomniki te – jak i wielu ich „sąsiadów” – powstały z inicjatywy środowisk społecznych i politycznych, które w określony sposób interpretują historię. Dla jednych – bohaterowie. Dla innych – postacie kontrowersyjne.

Sprawa trafiła do sądu. W pierwszej instancji zapadł wyrok skazujący – kara ograniczenia wolności w postaci prac społecznych. Dopiero po apelacji sąd uznał, że społeczna szkodliwość czynu była znikoma i odstąpił od wymierzenia kary. U podstaw tej decyzji leżała refleksja nad granicami wolności wypowiedzi, także tej radykalnej, prowokacyjnej, często trudnej do zaakceptowania – ale mieszczącej się w ramach art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.

W tle tej sprawy znajduje się szerszy problem. Park Jordana to dziś nie tylko przestrzeń rekreacji, ale i swoista galeria narodowej pamięci – tworzonej oddolnie, wybiórczo, niekiedy wbrew społecznemu konsensusowi. Lista upamiętnionych postaci stale się wydłuża, a wraz z nią – liczba kontrowersji.

Nie chodzi tu o aprobatę dla wandalizmu. Chodzi o coś więcej – o pytanie, jak dalece wolno nam wyrażać sprzeciw, także wobec symboli. I kto decyduje, które pomniki są nietykalne, a które prowokują do dyskusji.

Ostrożnie z analogiami

W debacie publicznej często kusi nas, by sięgać po głośne analogie – zwłaszcza te ze świata polityki i prawa. Ale warto pamiętać: każdy czyn i każdy człowiek zasługują na indywidualne traktowanie. Próby mechanicznego przenoszenia argumentów z jednej sprawy na drugą bywają nie tylko ryzykowne, ale też intelektualnie nieuczciwe.

Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł w 2022 roku, że oplucie portretu Władimira Putina i późniejsze aresztowanie protestującego naruszyło prawo do wolności wypowiedzi. Ale zestawianie tego przypadku z działaniami wobec kontrowersyjnych postaci historycznych w Polsce jest co najmniej niefortunne. Trudno porównywać publiczne gesty wobec symboli zbrodniarza wojennego z reakcjami na pomniki żołnierzy podziemia – niezależnie od tego, jakie emocje dziś budzą.

Historia powinna pozostać domeną historyków. Tymczasem coraz częściej staje się narzędziem w rękach polityków, służącym budowaniu tożsamości i mobilizacji ideologicznej. A to grozi nie tylko uproszczeniem debaty, ale też pogłębieniem społecznych podziałów.

Gdy pomnik staje się manifestem

Znamy takie sprawy – jak choćby głośny przypadek z Gdańska, gdzie grupa aktywistów obaliła pomnik księdza Henryka Jankowskiego. Nie chodziło tu wyłącznie o fizyczne zniszczenie monumentu, lecz o mocny gest symboliczny. Pomnik stał się narzędziem protestu – wyrazem sprzeciwu wobec przemilczania oskarżeń o pedofilię wśród duchownych i braku reakcji instytucji.

Sąd, rozpatrując sprawę, zauważył ten kontekst. Sędzia, ogłaszając wyrok, podkreśliła, że sprawcy potraktowali pomnik jako symbol swojej walki – a nie cel sam w sobie. Ich działanie miało znaczenie performatywne i społeczne. I to właśnie ten szerszy wymiar sprawy – ten, na który liczyli oskarżeni – został dostrzeżony w uzasadnieniu orzeczenia.

W takich przypadkach pomniki przestają być tylko kamieniem czy brązem. Stają się nośnikiem sporów, emocji i niewypowiedzianych wcześniej sprzeciwów.

Pomnik jako megafon przekonań

W myśl art. 261 kodeksu karnego nie chodzi o zniszczenie mienia – chodzi o znieważenie symbolu, którego pomnik jest fizyczną reprezentacją. To nie kamień czy brąz są celem ataku, ale przekaz, jaki ze sobą niosą – pomnik jako nośnik idei.

W dobie silnie spolaryzowanego społeczeństwa pomniki stają się „wzmacniaczami przekazu” – rekwizytami w performansach ideologicznych, środkiem wyrazu dla tych, którzy nie mogą się przebić przez polityczny hałas. Nawet jeśli działania te balansują na granicy prawa, często nie wynikają z chęci wandalizmu, lecz z potrzeby zamanifestowania przekonań.

Sądy coraz częściej dostrzegają ten kontekst. W przypadku kolorowych flag, koszulek z napisem „Konstytucja” czy tęczowych akcentów – orzecznictwo było jednoznaczne: brak znieważenia. Nawet Smok Wawelski, odziany w barwy równości, okazał się odporny na obrażanie.

Warto jednak zaznaczyć: nie chodzi o przyzwolenie na niszczenie pomników. Chodzi o to, by odróżniać akt wandalizmu od symbolicznego gestu. O to, by szanować uczucia innych – także te religijne – i nie przekraczać granic kultury wypowiedzi. Ekspresja nie powinna wykluczać szacunku.

W przestrzeni publicznej jest miejsce na różne głosy – ale musi być w niej również miejsce na rozsądek.

Sąd pod presją

W sprawie, w której występowałem, publiczność krytykowała skład Sądu, a sędzia zmierzył się z werbalnym atakiem i presją polityczno-społeczną. Nie ugiął się. Wyroki piszą niezawiśli sędziowie – tak było i tym razem.