201907.05
0

Pierwszy pieszy, czy Najsztub?

Pojawiają się głosy, aby zmienić przepisy prawa o ruchu drogowym w taki sposób, aby piesi, zanim wejdą na pasy, mieli mieć pierwszeństwo przed pojazdami. Byłaby to faktycznie nowość. Zasada taka obowiązuje w krajach skandynawskich i wielu krajach Europy Zachodniej.
Z obowiązujących przepisów wynika, że pieszy ma pierwszeństwo na jezdni, dopiero kiedy wejdzie na przejście.
Na chodniku pierwszeństwa nie ma. Z drugiej strony, kierowca ma obowiązek do zachowania szczególnej ostrożności przy zbliżaniu się do przejścia.
W Polsce dochodzi do wielu wypadków polegających na potrąceniu pieszego na przejściu dla pieszych. Przyczyna tych zdarzeń dla wielu jest oczywista. Opinia publiczna odpowiedzialność za potrącenie przypisuje kierowcy. I choć rzeczywiście często okazuje się że sprawcą zdarzenia jest kierujący, nie każda sprawa jest jednoznaczna, a kierowca winny.
Niedawno opinię publiczną rozgrzała sprawa wypadku, w którym Piotr Najsztub potrącił pieszą na przejściu. Nie miał prawa jazdy, ani badań technicznych pojazdu. Uniewinniający go wyrok (nieprawomocny) spowodował falę protestów. Ci niezadowoleni wrócili do popularnej retoryki o komunistycznych, lub choćby przekupionych sędziach.
Publiczna chłosta została wykonana, mleko się rozlało. Na portalach społecznościowych orzeczono winę i Najsztuba i sądu.
Sprawa oczywista. Ale czy na pewno?
Z dostępnego fragmentu ustnego uzasadnienia dowiedzieliśmy się, że nie udało się ustalić prędkości pieszej.
W internecie pojawiły się memy z widokiem radarów mierzących prędkość pieszych. Dowcipne.
Tyle, że … wynikające z braku wiedzy. Paradoksalnie, prędkość pieszego ma znaczenie przy rekonstrukcji wypadków drogowych. Tytułem przykładu, normalna prędkość przechodzenia młodej kobiety (14-25 lat) to 1,08 do 1,64 metra na sekundę. A już starszej, powyżej 60 lat: 0,62 do 0,86 m/s.
Nieco inne „prędkości” przypisuje się mężczyznom. Zatem można ustalić jak długo pieszy szedł, im dłużej szedł (przez przejście) tym dalej mógł być samochód, który za chwilę go potrąci.
Tutaj wiele okoliczności ma znaczenie, np. ustalenie miejsca kolizji, toru ruchu pieszego, czasu od powstania stanu zagrożenia do chwili wypadku. Także, czy wszedł na jezdnie uprzednio stojąc (pozycja zatrzymana), czy kontynuując swoją podróż (start lotny). Znaczenie ma kierunek i wektor przemieszczania się, odległość pojazdu od przejścia w momencie w którym pieszy na nie wchodzi i wiele innych.
Z miejsca usytuowania osoby pieszej, szybkości poruszania oraz odniesienia się do odległości pojazdu od miejsca wypadków ustalić możemy jaki był przebieg zdarzenia. Zatem nie zawsze kierowca jest winny, znane są przypadki winy pieszego. Wszak, jeśli pieszy wejdzie tuż pod maskę pojazdu znajdującego się w odległości mniejszej od przejścia niż jego droga hamowania, samochód może nie wyhamować…
Niekiedy pieszy może być współwinny, wtedy określamy stopień przyczynienia się do zdarzenia.
Analizując przyczynę powstania wypadku ustalić należy zatem obiektywną możliwości zatrzymania samochodu przed przejściem dla pieszych. Jeżeli nie można jednoznacznie stwierdzić, że kierujący mógł uniknąć potrącenia pieszego, tj. zatrzymać pojazd przed przejściem dla pieszych, odpowiedzialność za skutek, czyli potrącenie jest wyłączona.
Przepisy prawa o ruchu drogowym nakładają także na pieszych zakazy, i tak zgodnie z art. 14 ustawy, zabrania się:
1) wchodzenia na jezdnię:
a) bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych,
b) spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi;
To oznacza, że zabronione jest wchodzenie na jezdnię bezpośrednio przed jadący pojazd, w tym również na przejściu dla pieszych oraz wchodzenie spoza pojazdu lub innej przeszkody ograniczającej widoczność drogi.
Sąd Najwyższy orzekł (wyrok z dnia 17 listopada 2016rII KK 216/16), iż kwestia obiektywnej możliwości zatrzymania samochodu przed pieszą stanowi ogólny warunek przypisania skutku (chodzi o spowodowanie obrażeń lub śmierci). Gdyby się, bowiem okazało, że zachowując reguły ostrożności, oskarżony nie mógłby uniknąć wypadku, jego odpowiedzialność za skutek byłaby wyłączona, także wówczas, gdyby faktycznie poruszał się z prędkością nadmierną, nie obserwował dostatecznie jezdni czy też wykonał nieprawidłowy manewr. Należy przy tym wskazać, że ocena możliwości uniknięcia wypadku przy zachowaniu przez oskarżonego reguł ostrożności obowiązujących w danej sytuacji, w tym reguł dotyczących bezpiecznej prędkości, może być uzależniona od ustalenia sposobu i prędkości poruszania się po jezdni pokrzywdzonej”.
W wyroku Sądu Najwyższego z dnia 16 czerwca 2000 r. III KKN 123/98 pojawiła się bardzo ważna teza:
„W każdej sprawie dotyczącej przestępstwa określonego w art. 177 kk sąd powinien zawsze rozważyć, czy istnieje związek przyczynowy pomiędzy stwierdzonym naruszeniem przepisów a zaistniałą kolizją. Związek ten nie może być rozumiany li tylko jako czasowe lub miejscowe następstwo wydarzeń, ale jako powiązanie wypadku drogowego z poprzedzającym go naruszeniem przez oskarżonego przepisów o ruchu drogowym (zob. wyrok z dnia 4 listopada 1998 r. V KKN 303/97, OSNKW z. 11-12, poz. 50). Oczywiście to powiązanie musi znajdować pełne oparcie w całokształcie materiału dowodowego, nie może być hipotetyczne ani dorozumiane. Określony zaś w ustawie skutek winien być normalnym, typowym następstwem zachowania się oskarżonego”.
Zatem należy mieć na względzie, że nie każde zachowanie kierowcy, nawet naganne, będzie przesądzało o jego odpowiedzialności
Panująca w naszym Kraju swoboda wypowiedzi jest wartością cenną, ograniczenia dotyczą zakazu nawoływania i propagowania ustrojów totalitarnych, naruszania uczuć religijnych, czy dóbr osobistych osób trzecich.
Każdy z nas ma prawo komentować rzeczywistość. Niezależnie od naszej wiedzy na dany temat. Nie znając sprawy, nie wysyłajmy Najsztuba do piekła. Niechaj zrobi to sąd, ale jedynie wtedy, gdy okaże się winny wypadków.
Pamiętajmy, że sędzia jako jedyny z nas zna szczegóły sprawy, jej niuanse. Przeczytał akta. Komentator
zaś ich nie zna.
Sędzia orzeka na podstawie opinii biegłego. Przecież wyrok to zazwyczaj nie sędziowskie „widzimisię”
A na pieszych, niezależnie od wszystkiego, należy uważać.