201808.12
2

Jak uciec z więzienia?

 

Jak uciec z więzienia?

Najlepiej to w ogóle nie uciekać. Jeśli jednak ktoś zdecyduje się na ucieczkę, to należy rozejrzeć się wokół, życie stwarza różne możliwości. „Cywilizacyjnie jesteśmy daleko za zachodem Europy” mruknął stary grypser w jednym z polskich zakładów karnych. Miał rację, przynajmniej jeśli chodzi o planowanie ucieczek z więzienia.

1 lipca 2018 roku jeden z najsłynniejszych francuskich więźniów, Redoine Faid ponownie uciekł z więzienia. Ucieczka była świetnie zaplanowana i miała przebieg spektakularny. Na dziedzińcu zakładu karnego wylądował helikopter, kilku uzbrojonych ludzi zabezpieczało skuteczność operacji. Udało się, Redoine w ten niecodzienny sposób opuścił zakład karny. Poprzednia jego ucieczka miała miejsce w 2013 roku, wtedy mając materiały wybuchowe wziął zakładników i w ich asyście opuścił mury.

W Polsce ucieczki mają przebieg tradycyjny. Nie używa się zaawansowanych technologii. Z Aresztu Śledczego przy ulicy Montelupich w Krakowie jedna jedyna ucieczka zakończyła się sukcesem. 2 lipca  1940 roku Stanisław Marusarz oraz Aleksander Bugajski nogą od taboretu odgięli kraty, przecisnęli się, zeskoczyli z celi na pierwszym piętrze budynku  penitencjarnego, a następnie przeskoczyli przez 4 metrowy mur zewnętrzny. Podobno wspięli się dzięki klamce zamkniętej furtki, od której można się było odbić i złapać drut kolczasty.

Z kolej, z krakowskiego sądu w 2014 roku uciekł zatrzymany w sprawie narkotykowej. Wyskoczył przez okno, na samochód jednego z sędziów, dla niego na szczęście posiedzenie aresztowe miało miejsce w sali na parterze. Samochód marki Renault miał miękką blachę, zamiast złamania nogi odnotowano wgnieciony do poziomu siedzeń dach pojazdu.

Z Zakładu Karnego w Wadowicach w roku 2000 uciekł Ryszard B, „Rzeźnik”, rozrywając zardzewiałą siatkę zabezpieczającą i poprzez dach więzienia  przeskoczył na budynek sąsiedni. W tym samym roku 2 innych osadzonych poprzez wydrążony otwór dostało się do sąsiadującego z więzieniem sądu i uciekło. W ich życiu historia zatoczyła koło: najpierw sąd, potem więzienie, potem znowu sąd (lub samosąd), na końcu zaś i wolność. Przynajmniej na chwilę.

Weteranem ucieczek był Zdzisław Najmrodzki. Uciekał aż 29 razy, z konwoju, z sądu po przepiłowaniu krat, uciekał z Pałacu Mostowskich przebrany za milicjanta. Na spacerniaku w Gliwicach …. zapadł się pod ziemię. Wydrążonym tunelem przedostał się poza mury, gdzie wspólnicy z zewnątrz dostarczyli mu motocykl.

Drążyć też dość długo musieli aresztanci w Kędzierzynie Koźlu którzy wydłubali dziurę w murze. Dziury tej 40 cm na 40 cm nikt  nie zauważył!

W polskiej branży ucieczkowej dominowały: drążenie otworów w murze, niszczenie siatki zabezpieczającej, przeskakiwanie na dach budynków sąsiednich.

W Płocku, strażnicy zadzwonili na Policję, z prośbą o interwencję, poinformowali Policjantów, iż właśnie … ucieka im więzień. Sami nie mogli się nim zająć, gdyż mieli pilnować pozostałych. Ucieczka miała miejsce w nocy, wtedy strażników pilnujących jest zawsze mniej. Uciekinier przepiłował kratę w kilku miejscach. Odgiął ją, a następnie za pomocą sznura skręconego z prześcieradeł zjechał z drugiego piętra na dół. Wtajemniczeni wspominają, że użył aż 4 prześcieradeł, a posiadanie takiej ilości owego artykułu, zważywszy na wymogi ewidencji,  było nie mniejszym sukcesem niż sama ucieczka.

Ostatnio „hitem” nie są jednak ucieczki, a samowolne oddalenia się w trakcie wykonywanej pracy, lub przed powrotem do zakładu. Czytam, że w pierwszym półroczu 2017 roku takich przypadków było aż 118.

W 2016 roku – 161. Wygląda na to, że praca stwarza szczególne możliwości w polskim systemie penitencjarnym.

Osobiście ucieczek nie pochwalam, preferuję formalno prawne sposoby upuszczenia zakładu karnego, np. poprzez uzyskanie przerwy w karze, czy najlepiej, warunkowego przedterminowego zwolnienia z odbycia reszty kary.